Z jednej strony bezduszne, zagraniczne korporacje. Z drugiej - polskie firmy zatrudniające osoby z niepełnosprawnościami. W tle systemowa luka, przez którą wyciekają pieniądze. Ile ten obraz ma wspólnego z rzeczywistością?
Na początku lutego na portalu Biznes Alert ukazał się artykuł Wojciecha Surmacza pt. „Korporacyjna gra pozorów. Jak zarobić na PFRON”.
Link bezpośredni: https://biznesalert.pl/gra-pozorow-pfron-jak-korporacje-zarabiaja-na-niepelnosprawnych/
Czytamy w nim, jak wielkie organizacje (zapewne z TAMTEJ strony Odry) sprytnie wykorzystują mechanizm obniżania wpłat na Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Główna teza tekstu jest prosta: zamiast zatrudniać osoby z niepełnosprawnościami, korporacje ograniczają swoje zobowiązania wobec Funduszu, wywierając przy tym presję na polskich firmach, które takie osoby zatrudniają, aby udzielały im jak najwyższych ulg.
Na poparcie tej narracji autor przywołuje historię z bliżej nieokreślonej konferencji, podczas której przedstawiciel dużej korporacji miał chwalić się, że dzięki mechanizmowi obniżania wpłat udało się jego firmie zejść z należności wobec PFRON do minimum. W rozmowie kuluarowej miał również przyznać, że w swojej organizacji nigdy nie widział nawet jednego wózka inwalidzkiego. Wniosek? Osoby z niepełnosprawnościami są dla wielkiego biznesu jedynie kolejną pozycją w arkuszu kalkulacyjnym.
Problem w tym, że taka opowieść - choć nośna publicystycznie - upraszcza rzeczywistość do poziomu czarno-białej narracji. Artykuł zwraca uwagę na ważny obszar polityki społecznej, ale diagnozuje go w sposób jednostronny i pomija kluczowe elementy funkcjonowania systemu. Tymczasem mechanizm obniżania wpłat na PFRON, choć nie jest rozwiązaniem idealnym i od lat budzi dyskusje, pełni w praktyce znacznie bardziej złożoną rolę, niż sugeruje to publicystyczny obraz „korporacyjnej gry”, jaki w swoim tekście kreśli nam redaktor Surmacz.
W tekście Wojciecha Surmacza mechanizm z art. 22 przedstawiony jest przede wszystkim jako narzędzie, dzięki któremu duże firmy ograniczają swoje zobowiązania wobec Funduszu. Autor pisze, że system ulg stał się dla korporacji „zgrabnie zaprojektowanym narzędziem do cięcia pozycji ‘PFRON’ w rachunku zysków i strat”, a znaczna część efektu finansowego „materializuje się w bilansach dużych grup kapitałowych”.
Taki obraz pomija jednak drugą stronę medalu, niezwykle przecież ważną z punktu widzenia rehabilitacji zawodowej.
Zgodnie z konstrukcją art. 22 ustawy o rehabilitacji możliwość obniżenia wpłat przysługuje wyłącznie w przypadku zakupu produkcji lub usług od podmiotów zatrudniających znaczący odsetek osób z niepełnosprawnościami, w tym przede wszystkim osoby z wyższymi stopniami niepełnosprawności lub z określonymi schorzeniami. Mechanizm został więc zaprojektowany po to, aby zwiększyć konkurencyjność zakładów pracy chronionej, zakładów aktywności zawodowej, spółdzielni inwalidów czy przedsiębiorstw społecznych.
Dla nabywcy oznacza to możliwość obniżenia wpłaty - maksymalnie do 50 proc. miesięcznego zobowiązania. Nie jest to więc uniknięcie odpowiedzialności, lecz jedynie jej częściowe ograniczenie. Co istotne, pozostała część należności nadal trafia do PFRON.
Znacznie ważniejsze jest jednak to, co dzieje się po stronie sprzedawców. Jak podkreśla Małgorzata Tylewicz-Piwnik, wiceprezes organizacji zrzeszającej pracodawców OBPON.ORG:
„System ulg został wprowadzony właśnie po to, by zwiększyć konkurencyjność firm zatrudniających duże liczby osób z niepełnosprawnościami. Większa sprzedaż ich produktów i usług oznacza stabilniejsze miejsca pracy, lepsze warunki zatrudnienia i realne wsparcie osób z niepełnosprawnościami”.
Możliwość uzyskania obniżenia wpłaty sprawia, że podmioty zatrudniające osoby z niepełnosprawnościami stają się bardziej atrakcyjnymi kontrahentami. W praktyce przekłada się to na większą liczbę zleceń, stabilniejsze przychody i większe bezpieczeństwo zatrudnienia.
Dlatego - jak zauważa Krzysztof Kuncelman, prezes OBPON.ORG - pomijanie tej strony mechanizmu prowadzi do fałszywego obrazu jego skutków:
„Jeśli twierdzi się, że jedynym beneficjentem ulg są duże korporacje, to pomija się fakt, że gdyby nie to narzędzie, podmioty takie jak zakłady pracy chronionej, zakłady aktywności zawodowej czy spółdzielnie inwalidów sprzedawałyby znacznie mniej, a część z nich mogłaby nie sprzedawać w ogóle”.
Mechanizm z art. 22 nie jest więc wyłącznie narzędziem obniżania wpłat. W istocie jest instrumentem kierowania popytu rynkowego do pracodawców, którzy realnie zatrudniają osoby z niepełnosprawnościami. W tym sensie firmy korzystające z ulg - także duże korporacje - wspierają zatrudnienie osób z niepełnosprawnościami pośrednio, poprzez współpracę gospodarczą z podmiotami tworzącymi dla nich miejsca pracy.
Jednym z głównych wątków artykułu w Biznes Alert jest teza, że mechanizm z art. 22 funkcjonuje w praktyce jak integralna część pertraktacji handlowych. Autor pisze, że „wysokość ulgi stała się elementem oferty handlowej - kolejną pozycją w tabeli rabatów obok skonta cenowego i odroczonego terminu płatności”, a duże podmioty, wykorzystując swoją siłę zakupową, mają wymuszać na dostawcach jak najwyższy poziom „odpisu”.
Mało powiedzieć, że takie ujęcie jest uproszczeniem. To pozbawiony logiki absurd, który w praktyce nie ma, bo nie może mieć nic wspólnego z rzeczywistością.
Kwota ulgi nie jest przedmiotem negocjacji między stronami. Jej wysokość wynika z ustawowego mechanizmu obliczeniowego, powiązanego z rzeczywistą skalą zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami oraz wartością sprzedaży realizowanej na rzecz danego kontrahenta. Oznacza to, że nabywca nie może „wynegocjować wyższej ulgi” w taki sposób, w jaki negocjuje się rabat cenowy.
Jak podkreśla Małgorzata Tylewicz-Piwnik:
„Wysokość ulgi nie podlega negocjacjom handlowym, lecz wynika wprost z ustawowego algorytmu”.
W praktyce nabywca może negocjować jedynie cenę usługi lub produktu - tak jak w każdej relacji biznesowej. Mechanizm działa przy tym w sposób, który ogranicza sens agresywnego zbijania stawek. Kwota obniżenia jest bowiem powiązana z wartością sprzedaży - im niższa cena, tym niższa potencjalna korzyść w postaci obniżenia wpłaty na PFRON.
Nieuzasadniona jest także teza, że „im większa ulga dla kontrahenta, tym mniejszy realny margines pozostaje dostawcy”. Sprzedający otrzymuje pełną zapłatę za dostarczoną usługę lub produkt. To, że nabywca - już po dokonaniu transakcji - wykorzysta tę wartość do obniżenia własnego zobowiązania wobec Funduszu, nie wpływa na poziom przychodów dostawcy ani jego możliwości utrzymania zatrudnienia.
W tym sensie określanie mechanizmu z art. 22 jako systemu „handlu ulgami” czy „rabatu PFRON” jest publicystycznym uproszczeniem. W rzeczywistości nie jest to instrument negocjacyjny, lecz ustawowo zdefiniowany mechanizm, którego wysokość zależy przede wszystkim od realnej skali zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami u sprzedającego, a więc zakładu pracy chronionej, zakładu aktywności zawodowej, spółdzielni inwalidów czy przedsiębiorstwa społecznego.
Jak sugeruje artykuł z Biznes Alert, mechanizm obniżania wpłat prowadzi do znaczącego ograniczenia środków trafiających do Funduszu, a kwoty niewpłacone z tego tytułu „sięgają setek milionów złotych rocznie”. Ujęcie to może sprawiać wrażenie, że system ulg w istotny sposób osłabia finansowanie działań na rzecz osób z niepełnosprawnościami.
Warto jednak spojrzeć na dane w odpowiednich proporcjach.
Z informacji PFRON wynika, że w listopadzie 2025 r. (według stanu na 13 stycznia 2026 r.) z mechanizmu obniżania wpłat skorzystało 7 230 podmiotów, a łączna kwota obniżeń wyniosła nieco ponad 100 mln zł. Sama ta liczba może robić pewne wrażenie. Wrażenie to blednie jednak, gdy spojrzymy na całkowitą kwotę wpłat na Fundusz w tym samym miesiącu, która wyniosła blisko 652 mln zł.
Obniżenia stanowiły więc stosunkowo niewielką część całkowitych wpływów do PFRON, a system ulg nie jest mechanizmem dominującym, lecz jedynie jednym z elementów funkcjonowania całego modelu finansowania.
Co więcej, nawet przy maksymalnym wykorzystaniu możliwości wynikających z art. 22 pracodawca może obniżyć swoją wpłatę jedynie do poziomu 50 proc. należnej kwoty. W praktyce oznacza to, że firmy korzystające z ulg i tak odprowadzają do Funduszu co najmniej połowę zobowiązania z tytułu nieosiągnięcia wymaganego wskaźnika zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami.
Jeżeli więc w danym miesiącu kwota obniżeń wyniosła około 100 mln zł, to można przyjąć, że podmioty korzystające z mechanizmu wpłaciły do PFRON co najmniej podobną kwotę. Trudno w tej sytuacji mówić o „uciekających” z systemu środkach.
Warto także pamiętać, że PFRON nie działa na zasadzie prostej redystrybucji środków do pracodawców zatrudniających osoby z niepełnosprawnościami. Z jego budżetu finansowane są liczne programy społeczne i aktywizacyjne, w tym także kierowane do osób pozostających poza rynkiem pracy. Oznacza to, że wyższe wpływy do Funduszu nie przekładają się automatycznie na większe wsparcie dla podmiotów tworzących miejsca pracy.
Z tej perspektywy mechanizm z art. 22 nie tyle zmniejsza środki przeznaczone na aktywizację zawodową, ile częściowo przenosi wsparcie z poziomu transferów publicznych na poziom realnej współpracy gospodarczej.
Wróćmy jeszcze do tej nieszczęsnej anegdoty o konferencji, podczas której przedstawiciel dużej korporacji miał przyznać, że w swojej firmie „nigdy nawet jednego wózka nie widział”. Ma to być dowód na to, że wsparcie dla osób z niepełnosprawnościami istnieje wyłącznie „w Excelu”.
Problem polega na tym, że taki obraz opiera się na uproszczeniu, które niewiele ma wspólnego z rzeczywistością współczesnego rynku pracy.
Niepełnosprawność nie zawsze jest widoczna. W polskim systemie orzecznictwa funkcjonuje dwanaście kategorii przyczyn niepełnosprawności, z których tylko jedna dotyczy narządu ruchu. Pracujące osoby z niepełnosprawnościami mają orzeczenia o niepełnosprawności również z powodu m.in. chorób przewlekłych, schorzeń neurologicznych, zaburzeń psychicznych, chorób narządu wzroku czy słuchu. W wielu przypadkach ich ograniczenia nie są dostrzegalne na pierwszy rzut oka.
Dodatkowo coraz większe znaczenie ma praca zdalna i hybrydowa. W wielu branżach osoby z niepełnosprawnościami wykonują swoje obowiązki poza siedzibą firmy, co oznacza, że ich obecność nie jest widoczna w przestrzeni biurowej - niezależnie od rodzaju niepełnosprawności.
Sprowadzanie problematyki zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami do obrazu „wózka na korytarzu” utrwala stereotyp, zgodnie z którym niepełnosprawność musi być widoczna i fizycznie manifestowana. Tymczasem współczesne podejście do inkluzji koncentruje się nie na widoczności, lecz na realnych możliwościach wykonywania pracy i dostosowaniu środowiska pracy do indywidualnych potrzeb.
W tym kontekście anegdotyczne przykłady, pozbawione szerszego kontekstu i danych, nie wnoszą wiele do dyskusji o rzeczywistym funkcjonowaniu systemu. Mogą natomiast wzmacniać uproszczony i emocjonalny obraz rzeczywistości, który - choć atrakcyjny dla krótkiego, internetowego tekstu - utrudnia rzetelną ocenę mechanizmów wspierających zatrudnienie osób z niepełnosprawnościami.
Mechanizm obniżania wpłat na PFRON nie jest rozwiązaniem idealnym i od lat budzi dyskusje w środowisku osób z niepełnosprawnościami, pracodawców oraz ekspertów rynku pracy. Krytycy wskazują m.in., że może on osłabiać motywację części firm do bezpośredniego zatrudniania osób z niepełnosprawnościami, skoro istnieje możliwość pośredniego wsparcia systemu poprzez zakupy u podmiotów uprawnionych do wystawiania ulg. Niekiedy krytyka nabiera bardzo mocnych tonów, a mianowicie, że art.. 22 jest niezgodny z Konwencją ONZ o prawach osób niepełnosprawnych.
To właśnie w tych obszarach toczy się rzeczywista debata - o proporcje między otwartym rynkiem pracy a stabilnością zatrudnienia w podmiotach wyspecjalizowanych, o bodźce ekonomiczne, a także o to, czy obecna konstrukcja systemu najlepiej odpowiada współczesnym realiom gospodarczym i społecznym.
Nie jest to jednak problem „sprytnych korporacji”, które masowo unikają odpowiedzialności kosztem firm zatrudniających osoby z niepełnosprawnościami. Jak pokazuje analiza mechanizmu z art. 22:
W praktyce oznacza to, że firmy korzystające z ulg - niezależnie od ich wielkości czy struktury właścicielskiej - wspierają zatrudnienie osób z niepełnosprawnościami pośrednio poprzez współpracę gospodarczą z podmiotami, które takie miejsca pracy tworzą.
Narracja o „grze pozorów” upraszcza więc złożony mechanizm do konfliktu między „złymi korporacjami” a „dobrymi pracodawcami społecznymi”. Tymczasem rzeczywistość jest bardziej skomplikowana: system próbuje pogodzić różne cele - zwiększanie zatrudnienia, stabilność podmiotów zatrudniających osoby z niepełnosprawnościami oraz efektywność wydatkowania środków publicznych.
Jeżeli potrzebna jest zmiana, powinna ona wynikać z rzetelnej analizy danych i rzeczywistych skutków działania systemu, a nie z uproszczonych obrazów i anegdot. W przeciwnym razie łatwo zastąpić poważną debatę o polityce społecznej atrakcyjną, ale mylącą opowieścią o „korporacyjnej optymalizacji”.
Na koniec dobra rada. Jeśli redaktor Surmacz i jego zwierzchnicy nadal chcą zajmować się problematyką zatrudniania osób z niepełnosprawnościami, to proponujemy opierać się na wnikliwej analizie przepisów prawa, na danych i opiniach ekspertów, a nie na baśniowych zmaganiach „złych Niemców” i „dobrych Polaków”. W przeciwnym razie tego rodzaju artykuły, o wątpliwym podłożu merytorycznym, będą wprowadzać opinię publiczną w błąd i stygmatyzować system wsparcia osób z niepełnosprawnościami w Polsce.
Nasza strona internetowa używa plików cookies w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować pliki cookies albo wyłączyć je w przeglądarce. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że pliki cookies będą umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.
W dowolnej chwili możesz wycofać swoją zgodę na przetwarzanie danych, zażądać informacji o zakresie przetwarzanych danych lub zmienić zakres ich przetwarzania. Więcej informacji o przetwarzaniu danych znajdziesz w Polityce Prywatności.